Mów do mnie!

Danse Macabre

Ubranie gatunku tak wytartego  jak horror w nowe szaty nie zdarza się zbyt często. Kto mógłby jednak zrobić to lepiej niż dwóch zapaleńców z Australii, bracia Danny i Michael Philippou, od dekady dający upust swojej zajawce prowadząc na youtubie kanał RackaRacka, a od 2019 także Left on red? Czy pasja wystarczy, żeby ich pierwszy film stanął na półce obok najlepszych tytułów kina grozy ostatnich lat, a nazwisko było porównywane z Arim Asterem czy Jordanem Peelem?

Debiutanci rozpoczynają typowo gatunkową przystawką – czyli „odstrzeleniem” pierwszej ofiary, dającej przedsmak nadciągającej masakry. Danie główne przyrządzają według sprawdzonej, gwarantującej znajomy smak receptury, czyli obecności w naszym świecie zjaw z zaświatów, z którymi walkę stoczyć będą musieli protagoniści. Całość zaś podają w nie mniej ukochanej ostatnimi czasy przez horror zastawie złożonej z procesowania traumy, żałoby i odnajdywania się w przetasowanej przez los rzeczywistości. Główną bohaterkę, Mię (Sophie Wilde) poznajemy rok po śmierci jej matki. Ciągle żywa rana nie pozwala o sobie zapomnieć, a komunikacyjne problemy z trawiącym tragedię po swojemu ojcem, Maxem (Marcus Johnson), pogłębiają poczucie osamotnienia i zagubienia. Jedyną spokojną przystanią, w której o śmierci myśli się zdecydowanie rzadziej niż we własnych czterech ścianach jest dom najlepszej przyjaciółki, Jade (Alexandra Jensen) i jej młodszego brata, Riley’a (Joe Bird), będących w tym trudnym czasie jak druga rodzina. Z nimi też Mia wybiera się na imprezę reklamowaną przez zapraszających jako swojego rodzaju seans spirytystyczny.

Philippou zamieniają znane nam z innych filmów narzędzia: planszę Ouija, magiczne zaklęcia czy ludzkie medium w postaci chociażby Elisy Rainier (Lin Shaye) z serii filmów Naznaczony, na wyrzeźbioną, tajemniczą rękę. Rytuał połączenia światów polegać ma na uściśnięciu sztywnej dłoni i wydaniu dwóch komend: najpierw tytułowego „Mów do mnie”, a następnie „Zapraszam cię do środka”. Schadzka ze zjawą z zaświatów nie może trwać jednak dłużej niż 90 sekund, bo ta rozgości się za bardzo i zabije „żywiciela”. Proces ten odbiega jednak od ogólnie przyjętej estetyki: zamiast zaciemnionego pomieszczenia i śmiertelnej powagi, mamy entourage imprezy, podpitych nastolatków i najbardziej znamiennego elementu naszych czasów, czyli telefonów komórkowych rejestrujących wydarzenie, a następnie szerujących nagrania do viralowej sieci. Na ochotnika rzecz jasna pierwsza zgłasza się Mia, z jednej strony przekonana, że dotychczasowi bohaterowie owych filmów symulowali opętanie dla podbicia liczby wyświetleń i polubień, z drugiej jednak ciekawa, czy za tymi drzwiami nie kryje się odpowiedź na gnębiące ją od roku pytania.

Australijscy bracia, dla których wirtualna rzeczywistość stała się sposobem na życie, idą z duchem czasu i nie zamierzają serwować nam odgrzewanych kotletów. Przynajmniej nie tylko. W spuszczaniu powietrza z nadmuchanych kanonów idą nawet o krok dalej, czyniąc z kontaktu z duchami wystrzałową rozrywkę, pozbawioną nadmiaru skrzypiących podłóg, wydobywających się z kątów cieni i innych rzeczy, których wszyscy mamy przesyt. Dla nastolatków pogaduchy z duchami, choć początkowo przerażające, wydają się być taką samą formą zabawy jak piwny ping pong czy najtisowa gra w butelkę. Niełączący jeszcze kropek odpowiedzialności i konsekwencji, nawet zaglądając śmierci prosto w oczy, dalej się śmieją i krzyczą „więcej”, uzależnieni od coraz to silniejszych dawek nowego narkotyku. Przeciąganie liny między światem żywych i umarłych nie może jednak w nieskończoność wybrzmiewać beztroską – wszystko w końcu ma swoją cenę.

Filmowe rodzeństwo żongluje zgranymi motywami, wydobywając z nich zupełnie nowe światło i wybornie łącząc elementy układanki w kompletny obraz, dając nam świeże, pożywne doświadczenie. Wpływ na to ma wspomniane wyżej dopasowanie historii do swojego czasu i zabawa konwencją. Nawet sferę seksualną, będącą przecież stałym gatunkowym elementem, której hołd oddał Ti West w X (2022), Philippou traktują nie jako punkt do odhaczenia na scenariuszowej liście, ale jako katalizator niewypowiedzianych popędów. Warstwa tego, co nieuświadomione jest dla nich kluczowa, to w końcu strachem karmić się będą mary zaglądających do dawnego świata przez źrenice oczu żywych. Zachwyca zatem struktura scenariusza, budowa i ekspozycja postaci, płynność narracyjna i operowanie napięciem. Postawienie na młodych, nieopatrzonych aktorów to kolejny strzał w dziesiątkę. Fetyszyści logiki również będą oczarowani, gdyż to jeden z tytułów niezwykle przemyślanych i konsekwentnych, jak Opętanie (1999) Davida Koeppa czy Przywiązanie (2022) Gabriela Biera Gislasona, niepozostawiający uczucia niedosytu czy układanych po seansie alternatywnych, rzecz jasna lepszych, zakończeń. Sam motyw żałoby nie skręca w Mów do mnie w znaną nam z chociażby z Midsommar (2019) Ariego Astera czy Domu nocnego (2020) Davida Brucknera uliczkę siłownia się z traumą. Twórcy wykorzystują go, podobnie jak funkcjonujący w religii i kulturze topos zaświatów, do próby nadania znaku równości dwóm odmiennym perspektywom. Finalnie mamy tu zatem coś na kształt mieszkanki Astera i Shyamalana w, rzecz jasna, jego przełomowym filmie, czyli Szóstym zmyśle (1999).

Teoretycznie jedna jaskółka wiosny nie czyni, a prognozowanie filmowej przyszłości po debiucie obarczone jest za dużym ciężarem myślenia życzeniowego. Jednak wrażenia, których dostarczyli w Mów do mnie bracia Philippou każą mieć nadzieję, że nie mamy do czynienia z jednorazowym sukcesem. Narracyjny talent połączony z nieokiełznanymi pokładami kreatywności, świadomością zarówno kulturowych motywów, jak i struktury scenariusza – w jej niezmiennościach i elastycznościach, uzupełnia perfekcyjne wyważenie napięcia, emocji i humoru. Koniec końców to nie tylko jeden z najlepszych horrorów  ostatnich lat, budzący autentyczną grozę, ale przede wszystkim doskonale opowiedziana historia z bohaterami „o których warto walczyć”.

8/10

Talk to Me / Mów do mnie!
Danny Philippou, Michael Philippou / Australia / 2022
cast: Sophie Wilde, Joe Bird, Alexandra Jensen

Blog at WordPress.com.

Up ↑